pomijając ilość godzin spędzonych w pracy,
październik to był miesiąc lasu,
leśnych przygód,
przecudnego świeżego powietrza,
odkurzania liści patykiem,
jeżdżenia poobijanym, starym autkiem po liściach i mokrej trawie,
sprzedawanych produktów na jabłonce (czyt. ambonce),
rozmów o myśliwych, pajączkach, ptaszkach,
przytulania się do drzew,
śpiewania, śpiewania, śpiewania
wołania do listków: przyjdźcie do mnie, spadajcie na mnie, chodźcie listeczki, chodźcie...
cudowny leśny miesiąc,
tylko za takie weekendy dziękować!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz